Archiwum dla Październik, 2008

IC PKP i problem użyteczności numeracji miejsc w wagonie bezprzedziałowym


Jestem świeżo po kolejnej wycieczce służbowej do miasta stołecznego Warszawa za pośrednictwem IC PKP. I jak co każdy wyjazd, podobnie jak wielu podobnych mi podróżników, zmagałem się z tajemnicą numeracji miejsc w wagonie bezprzedziałowym. To ekscytujące, jak przy każdej pierwszej stacji pasażerowie w konsternacji poszukują właściwego miejsca, na które to posiadają zakupioną miejscówkę. I zaskakujące jest to tym bardziej, że pomimo częstych podróży tym środkiem transportu w identycznej formie (wagon bezprzedziałowy), za każdym jednym razem ma miejsce ta sama scenka: szukanie miejsca o właściwym numerku – co świadczy o poważnych zachwianiach w krzywej uczenia się.

Cóż moi mili Państwo z IC PKP. Czyż nie warto by było zainwestować w analityka od użyteczności i zbadać oznaczenie miejsc? Czyż nie warto byłoby zainwestować w testy z użytkownikami, może zrobić wywiady czy grupy focusowe (raczej wzajemnego wsparcia w bólu).

Mówię oczywiście to ze sporą dawką ironii, ale zaskakuje mnie, w jak prosty sposób można utrudnić życie pasażerom (użytkownikom) pociągu, za pomocą takiej drobnostki. Dla niewtajemniczonych powiem, że numeracja nie dość, że wykazuje spore zachwiania w kolejności, to dodatkowo umieszczenie (i to właśnie głównie woła o pomstę do Nieba) numeracji ponad siedzeniami, na półce na bagaż, co wprowadza niemałe zamieszanie. Znajduje się ono w tak niefortunnym miejscu, iż człowiek nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy to miejsce ma numer 44 czy może 37.

Panowie i Panie z IC PKP. Jeśli szanujecie zdrowie psychiczne swoich pasażerów, proszę – popracujcie nad użytecznością tej numeracji i umieśćcie ją np. na siedzeniach. Jak o wiele łatwiej rozpoczynałoby się tą ponad 5-godzinną podróż relacji Wrocław – Warszawa (oraz podobnych). Dziękuję.

Persony – jak je nazywać aby było dobrze


O personach mogliście poczytać w jednym z wcześniejszych moich postów na tym blogu (“Z persona za pan brat”). Podsumowując: persona (lub inaczej archetyp) jest charakterystyką, opisem potencjalnego użytkownika będącego odbiorcą naszej aplikacji. Może on należeć lub nie do grupy celu (targetu).

Wiemy już czym jest persona i co na nią się składa. Jednym z takich elementów charakterystycznych jest nazwa (najczęściej imię i nazwisko) persony. No właśnie – jak ją nazwać, aby było dobrze? Różne osoby stosują różne nazewnictwo. Jedni nazywają je w nawiązaniu do typu charakteru, usposobienia, zainteresowań czy też zawodu np. Zofia Uparta, Karol Paker, Kamila Oziębła itp. Jeszcze inni stosują nazwy śmieszne lub zupełnie wymyślne – tak, by się jakoś wyróżniało lub kojarzyło.
czytaj dalej »

E-marketing w akcji – czyli książka, którą miałem okazję współtworzyć


Pozwolę sobie dzisiaj na odrobinę prywaty, ale także uzasadnionej :D Otóż niedawno ukazała się w sprzedaży książka "E-marketing w akcji, czyli jak skutecznie wzbudzać pożądanie klientów i zazdrość konkurencji". Jest to nowe dla mnie doświadczenie, tym bardziej, że na taką skalę :)

Powierzono mi autorstwo działu "Użyteczność rozwiązań e-marketingowych". Poruszyłem w nim takie tematy jak: redagowanie treści na potrzeby internetu, użyteczność mediów i flasha, prototypy, formularze, nachalne reklamy i wiele innych. Podobnie jak rozdział o usability, każdy inny miał swojego autora lub autorów. Zachęcam gorąco do zapoznania się z pozycją , tym bardziej, że są to rzeczy, z którymi na co dzień każdy z nas spotyka się podczas pracy zawodowej. Poniżej zamieszczam opis książki. Jeśli macie pytania, śmiało piszcie :)

czytaj dalej »

Schody do nieba i piekła – co wpływa na markę (oraz user-experience)


Źródło grafiki: darmano.typepad.com Nadrabiając spore zaległości w swoim czytniku RSS, natrafiłem na interesującą grafikę, obrazującą elementy, które wpływają na postrzeganie marki. Każdy z tych czynników jest kolejnym stopniem naprzód lub regresją w stronę “piekielnych czeluści” negatywnych odczuć przekładających się na produkt, markę i firmę.

Wspominając niedawne warsztaty, na których miałem okazję być, zauważam spore podobieństwo między tym co wpływa na pozytywne lub negatywne postrzeganie produktu a dbaniem o tzw. user-experience. Jeśli zadbamy o każdy z tych czynników, jeśli uwzględnimy je podczas projektowania czy proponowania nowych rozwiązań w oparciu o wiedzę o użytkowniku.

Jeśli zadbamy odpowiednio o rozwój, stymulację i zgodność z modelem mentalnym użytkownika, to przełoży się to pozytywnie na aspekt marketingowy. Jak by nie było, user-experience to emocje, a emocje to odczucia mające wpływ na decyzję i postrzeganie. A stad już bardzo blisko do lojalności lub emocjonalnego “nie” dla marki.

Hmmm, może za bardzo uprościłem sprawę, ale mam nadzieję, że odrobinę czujecie o czym mówię ;) Zresztą, może i w waszych głowach poniższa grafika otworzy nowe zapadki.

Grafika pochodzi z serwisu: darmano.typepad.com.

Update 28.10.2008:

Tak do tematyki odczuci, brandu i user-experience:

Poznać użytkowników – czyli pierwszy krok do projektowania cz.2


W poprzedniej części artykuły zacząłem omawiać podstawowe grupy informacji, jakie trzeba zgromadzić aby przystąpić do projektowania dobrego produktu dedykowanego dla Internetu.

Były to:

  • zebrać dane demograficzne
  • poznać potrzeby
  • zapoznać się z posiadaną wiedzą, doświadczeniem i umiejętnościami z zakresów mogących mieć wpływ na posługiwanie się naszym produktem
  • zdobyć informacje potrzebne do stworzenia modeli mentalnych
  • poznać co robią na co dzień i jakie mają hobby
  • zapoznać się, jaką mogą mieć motywację, aby skorzystać z projektowanego przez nas produktu

Poprzednio omówiłem pierwsze dwa punkty, czyli: zbieranie danych demograficznych oraz zapoznanie się z potrzebami użytkowników. Dzisiaj masz szansę zapoznać się z kolejnymi dwoma zagadnieniami. Równie interesującymi co szczególnie ważnymi dla podejmowanych przez projektanta decyzji.
czytaj dalej »

Poznać użytkowników – czyli pierwszy krok do projektowania cz.1


Przed przystąpieniem do jakiejkolwiek pracy nad projektem dedykowanym dla Internetu, należy sobie zadać (i znaleźć odpowiedzi) na kilka prostych pytań:

  • Jaki jest mój cel (co chcę osiągnąć)?
  • Dla kogo jest dedykowany produkt?
  • Jakie jest charakterystyka docelowego użytkownika (wszystko co się z tym wiąże)?

Dziś chciałbym się skupić na dwóch ostatnich punktach z prostej przyczyny – to od rodzaju odpowiedzi na te pytania zależy, w jaki sposób będziemy realizowali nasz cel.

Co rozumiem, przez poznanie użytkowników? Aby dowiedzieć się czegoś o swoich użytkownikach, należy:

  • zebrać dane demograficzne
  • poznać potrzeby
  • zapoznać się z posiadaną wiedzą, doświadczeniem i umiejętnościami z zakresów mogących mieć wpływ na posługiwanie się naszym produktem
  • zdobyć informacje potrzebne do stworzenia modeli mentalnych
  • poznać co robią na co dzień i jakie mają hobby
  • zapoznać się, jaką mogą mieć motywację, aby skorzystać z projektowanego przez nas produktu

czytaj dalej »